Akcja szczepień – dr med. Wolfgang Wodarg

7 grudnia 2020

Autor: dr med. Wolfgang Wodarg. Zdjęcie z posiedzenia niemieckiej komisji ds. koronawirusa.

To zawsze ta sama sztuczka
Choroba jest powiększana przez medialną lupę i przedstawiana jako najstraszliwsze z prawdopodobnych zagrożeń. To lubią media. Dzięki takiemu ustaleniu agendy większość ludzi po raz pierwszy zdaje sobie sprawę, że rzekomo niebezpieczna choroba w ogóle istnieje. Kiedyś z epidemiami było inaczej. Reszty dzieła dokonują skorumpowani politycy i naukowcy. Jeśli strach jest wystarczająco duży, to rządy muszą oczywiście zareagować. Podczas dotychczasowych „pandemii” tylko finansowali szczepionki, kupowali, a także przyjmowali rolę reklamodawców szczepień. Teraz sami pomagają nawet zaaranżować strach przed „epidemią”. Jest też wystarczająco dużo ludzi w białych kitlach, zawsze chętnych do oddania się sprawie. Wszakże popularność i fundusze badawcze przyciągają. Czerwone lampki powinny zapalić się wśród lekarzy i pacjentów najpóźniej teraz, gdy kanclerz (Angela Merkel – przyp. tłum.) próbuje przeforsować po niedopuszczonych i nienadających się do diagnostyki testach PCR, jeszcze nie w pełni gotowe – genetyczne „masowe szczepienia”.  Planuje to pod absurdalnym pozorem zagrożenia epidemiologicznego o zasięgu ogólnokrajowym i jakkolwiek na terenie całego kraju, ale z pominięciem lekarzy leczących pacjentów.

Znane osoby wywołujące strach jako przygotowujący grunt pod wielkie interesy
Wspólne wywoływanie paniki przez Drostena, Lauterbacha, Södera czy Merkel nie ma żadnych podstaw medyczno-naukowych. Lauterbach wpadł znów w amok z żenująco słabym badaniem klinicznym, spod marki „Imperial College”. To kuźnia wykuwająca panikę, która już podczas ptasiej i świńskiej grypy wyczarowała ze swoich komputerów najbardziej horrendalne scenariusze strachu z pomocą osławionego Neila Fergusona. Teraz Covid-19 ma dać nam długoterminowe obniżenie zdolności poznawczych. Czy polityczne szaleństwo ma z tym coś wspólnego?

Są bardziej niezawodne przewodniki – również w Instytucie Roberta Kocha

Wolę więc trzymać się – jak od wielu lat – nieskazitelnych epidemiologów z Instytutu Roberta Kocha (RKI), którzy właśnie teraz, pod koniec października 2020 roku, podczas testowego tsunami i przed drugim zamknięciem kraju relacjonują: „W Narodowym Centrum Referencyjnym ds. Wirusów Grypy w 43 tygodniu 2020 r., w 11 (39%) z 28 przysłanych próbek, zidentyfikowano wyłącznie rinowirusy. W żadnej z badanych próbek nie wykryto wirusów grypy ani SARS-CoV-2. Ze względu na niewielką liczbę przysłanych próbek, nie jest możliwe dokonanie rzetelnej oceny mogących nadal znajdować się w środowisku wirusów.” Skoro wiele tysięcy próbek wirusów pobieranych jest u osób z chorobami układu oddechowego podczas fal grypy, można zadać pytanie: dlaczego obecnie tak mało jest regularnie pobieranych próbek? Nikt już nie jest chory?

Szczepienia pomimo błędnej diagnozy?

Rozchodzenie się wysokiej liczby przeprowadzanych testów PCR wraz z odpowiednio wysoką liczbą fałszywie dodatnich wyników z jednej strony, a oficjalną dokumentacją łagodnie przebiegających infekcji jesiennych z drugiej strony dowodzi nawet laikom, że test PCR nie mówi niczego o wynikach klinicznych, infekcjach czy zakaźności. Kompletnie nie nadaje się jako miernik i wprowadza w błąd przy podejmowaniu decyzji dotyczących środków, jakie należy podjąć zgodnie z ustawą o ochronie przed zakażeniami (niem. – Infektionsschutzgesetz, skrót: IfSG).

„Zamknij oczy i przed siebie” wydaje się być hasłem przewodnim

Jednak polityka nie przejmuje się medycyną opartą na dowodach, a Krajowe Rady Etyki i Komisje ds. Szczepień najwyraźniej nie pytają już nawet o wskazania dla podejmowanych środków, ale spierają się o ustalenie priorytetów, zgodnie z mottem: kto pierwszy skorzysta z nowych „szczepionek”, a kto niestety będzie musiał poczekać?  Tak zwane szczepienie ochronne Covid-19 może stać się najbardziej szkodliwym z tych środków. Jest ono już finansowane z naszych składek i podatków i w rzeczywistości jest gigantycznym, ogólnokrajowym badaniem obserwacyjnym nowatorskich manipulacji genetycznych naszych układów odpornościowych.

Inżynieria genetyczna pod obcą banderą

To, co około 200 firm i konsorcjów bada na całym świecie i chce jak najszybciej wprowadzić na rynek, to w dużej mierze nowe i wysoce ryzykowne interwencje z zakresu inżynierii genetycznej w złożone procesy komunikacji biologicznej naszego układu odpornościowego. Interwencje, które mają być przeprowadzone na osobach zdrowych w nigdy wcześniej nie podejmowanej skali. W trakcie ekscytacji świńską grypą i w trakcie kampanii wyborczej do Bundestagu w 2009 r., lobby szczepionkowe z pomocą przychylnych jemu przedstawicieli narodu, wprowadziło do niemieckiej ustawy o lekach użycie rekombinowanych kwasów nukleinowych u ludzi jako „szczepionek”. Stało się to podczas ostatniej sesji przed letnią przerwą w kampanii wyborczej, bez żadnej debaty i zostało potajemnie odnotowane w protokole. Firmy i ich lobby polityczne próbują teraz eufemistycznie przekonać nas, że jest to normalne szczepienie. Tylko wówczas, gdy uda się możliwie wszystkich „zaszczepić”, można będzie w końcu uwolnić się od grożącej nam śmiertelnej pandemii. Tylko wtedy, gdy szczepienia będą dostępne dla wszystkich, pandemia zostanie zakończona – ogłosiła pani von der Leyen na swojej „konferencji darczyńców”, wraz z chórem szefów rządów prawie całej Europy już wiosną 2020 roku.

Zero ryzyka i wysokie zyski

AstraZeneca, BioNTech/Pfizer, Sanofi/GSK, Merck/Uniwerystet Oxfordu, CureVac, Biologika, CEVEC, ARTES, Vibalogics/Janssen, Moderna/NIAID, Novavax i inne firmy są już w blokach startowych i zamierzają zakończyć wymagane, sponsorowane kliniczne badania „teleskopowe”, jeśli to możliwe – bez skandali i sensacji, w ramach uzyskiwania zezwoleń na dopuszczenie do obrotu „w biegu”. Mogą pozwolić sobie na relatywne rozluźnienie, ponieważ obiecane zwolnienie z odpowiedzialności, ogromne dotacje z podatków i gwarancje zakupu setek tysięcy dawek szczepionek oznaczają, że swój zysk mają już praktycznie w kieszeni. Podobnie było przecież w przypadku świńskiej grypy. Ponad 20 milionów dawek szczepionek z adiuwantami działania, oszczędzonych nam dzięki krytyce lekarzy specjalistów, lekarzy rodzinnych i pediatrów, zostało już przecież opłacone. Zutylizowano je i mimo tego przyniosły zarówno Glaxo, jak i ich konkurentom na całym świecie zyski w miliardach bez ewentualnych kłopotów.

SARS-CoV-2: ile to nowych wirusów?

Rzekomo „szczepionka” wektorowa AstraZeneca i „szczepionka” mRNA BioNTech/Pfizer z ich cząsteczkami inżynierii genetycznej przekształcą już niedługo miliony ludzi w odporne na koronawirusy genetycznie zmodyfikowane organizmy (ang. skrót – GMO). Jednakże tak naprawdę nie wiemy, z którymi koronawirusami musimy walczyć, ponieważ, podobnie jak w przypadku wirusów grypy, koronawirusy również stale zmieniają wiele swoich sekcji genowych. Oryginalne koronawirusy SARS z Wuhan są już od dawna niewykrywalne. Setki innych wariantów wirusa z Wuhan zostało teraz rozproszone, znalezione i zsekwencjonowane. A to, co obecnie stwierdza się głównie, to tylko pozytywne testy PCR, o których wiadomo, że reagują z różnymi wariantami koronawirusa.

Punkty szczepień mają zastąpić gabinety lekarskie

W ostatnim tygodniu października federalny minister zdrowia wezwał kraje związkowe do utworzenia w sumie około 60 punktów szczepień w całych Niemczech oraz do wskazania adresów dostawy szczepionek do 10 listopada 2020 r. W proces ten mają być zaangażowane organy służby zdrowia. Planowane jest również przygotowanie w tym celu obecnie zamkniętych sal kongresowych lub koncertowych (Tagesschau z 23 października 2020 r.).

Po raz pierwszy normalna operacja szczepień zostanie w dużej mierze przeniesiona z gabinetów lekarskich do obiektów, które – podobnie jak testy PCR – są prowadzone głównie przez duże prywatne laboratoria i usługodawców.

Jako uzasadnienie dla pominięcia coraz bardziej krytycznej grupy zawodowej lekarzy podaje się cechy techniczne niektórych nowych metod. Nowa „szczepionka” mRNA musi być przechowywana i transportowana głęboko zamrożona w temperaturze -20°C lub nawet -80°C. Przed wstrzyknięciem, może być przechowywana w lodówce najwyżej przez kilka godzin. Według informacji z przemysłu jest to konieczne, ponieważ nie jest możliwe opracowanie w krótkim czasie procesu, który zagwarantowałby również stabilność przy normalnych temperaturach lodówki.

Firmy logistyczne również skorzystają

Wielcy gracze w branży logistycznej, tacy jak DHL, Fedex i UPS, zacierają ręce i najwyraźniej już przygotowują się do wielkiego przedsięwzięcia z zakresu logistyki chłodniczej. Handelsblatt i Deutsche Welle poinformowało, że firmy budują kilka dużych chłodni jak najbliżej lotnisk, gdzie planują umieścić setki dużych zamrażarek, z których każda może pomieścić dziesiątki tysięcy dawek szczepionek. Producenci takich lodówek – Handelsblatt wspomina na przykład szwabską firmę Binder z Tuttlingen – również należą do spekulantów wojennych w tej wojnie z wynikami testów. Jest więc wielu, dla których to szaleństwo obiecuje dobry interes.

Byłoby to o wiele łatwiejsze i tańsze, ponieważ alternatywą byłoby oczywiście zastosowanie konwencjonalnego, zaktualizowanego składnika antygenu koronawirusowego w corocznej mieszance szczepionek przeciwko grypie. Nie wykazano jednak jeszcze, że w ten sposób można by znacznie złagodzić coroczne fale grypy. Taki zwyczajny program szczepień nie umożliwiałby jednakże zainicjowanie lub uzasadnienia ani dla wielkiego biznesu, ani dla politycznego „resetu”.

Żegnajcie porady dotyczące szczepień i indywidualne wskazania

Rzekome przeciążenie techniczne niektórych bardzo wpływowych producentów szczepionek ma być obecnie wykorzystywane jako powód, dla którego nie traktuje się już tak poważnie zawsze wymaganej indywidualnej lekarskiej konsultacji dotyczącej szczepień. Uzasadnienie uważam za pozorny argument. Przez dziesiątki lat wrażliwe szczepionki były przechowywane centralnie i stosowane lokalnie. Ponadto niektóre produkty krwiopochodne lub szczepionki były już dostarczane do gabinetów lekarskich poprzez zimne łańcuchy dostaw z suchym lodem i mogły być tam profesjonalnie stosowane. W praktyce jest to przede wszystkim kwestia planowania i praktyki logistycznej. Zwłaszcza w przypadku planowanych nowych interwencji w procesy układu odpornościowego, wiedza z wywiadu lekarskiego i indywidualne porady medyczne dotyczące szczepień są potrzebne bardziej niż kiedykolwiek. Dzieje się tak dlatego, że grozi nam niezliczona ilość indywidualnie różnych powikłań i działań niepożądanych. Rażącym zaniedbaniem – nawet jeśli byłoby to prawnie możliwe na mocy rozporządzeń nadzwyczajnych – byłoby zlecanie interwencji masowych szczepień personelowi pomocniczemu, będącemu z dala od pacjenta.

Zezwolenie na dopuszczenie do obrotu „w biegu” i systematyczne maskowanie działań niepożądanych

Nieuchronnie wyższe ryzyko dla osób „zaszczepionych” w przypadku zezwoleń na dopuszczenie do obrotu „w biegu” dla szczepionek jest rzekomo rekompensowane przez fakt, że przedsiębiorstwa muszą przeprowadzać obserwacje stosowania, badania obserwacyjne lub badania po wprowadzeniu do obrotu. Wiąże się to z uważną obserwacją możliwych działań niepożądanych leków, w żargonie technicznym: nadzorem nad bezpieczeństwem farmakoterapii. Jednak to, co ma być zrobione z obecnie przewidywanym rodzajem nadzoru nad bezpieczeństwem farmakoterapii, zostało zbadane i potępione wiele lat temu w ramach grupy roboczej ds. zdrowia w Transparency International. W przypadku obecnie planowanych modyfikacji genetycznych milionów zdrowych ludzi w jak najkrótszym czasie, zabieg taki jest więcej niż rażącym zaniedbaniem. Gdyby tylko jedna na tysiąc zaszczepionych osób doznała poważnego działania niepożądanego, oznaczałoby to w Niemczech dziesiątki tysięcy chorób autoimmunologicznych, przypadków paraliżu, a nawet śmierci. Znacznie więcej szkód niż wszystkie „pandemie” mogły spowodować w ciągu ostatnich dwudziestu lat.

W przypadku szczepień masowych w gospodarstwach zajmujących się hodowlą drobiu lub trzody chlewnej, okres kontrolny nie przekracza z oczywistych powodów planowanej daty uboju. Więc tylko tygodnie do miesięcy. Wzywa się wirusologów i epidemiologów z dziedziny weterynarii: ludzie nie są zwierzętami przeznaczonymi do uboju i chcą żyć długo i pozostać w zdrowiu bez niepożądanych działań po zastosowaniu leków. Ale nawet w medycynie ludzi, przemysł farmaceutyczny minimalizuje swoje zainteresowanie działaniami niepożądanymi z powodów biznesowych. Dlatego też wiedza o późnych konsekwencjach szczepień jest bardzo niewielka. Contergan przesyła pozdrowienia.

W przypadku modyfikacji genetycznych nie można kategorycznie wykluczyć efektów międzypokoleniowych za pośrednictwem linii zarodkowej, lecz powinny one stanowić część oceny wpływu technologii i nadzoru nad bezpieczeństwem farmakoterapii. W Komisji Zdrowia Bundestagu zdecydowanie, ale na próżno, sprzeciwiałem się pomysłowi, aby monitorowanie, rejestrowanie i ocena działań niepożądanych leków były w rękach tych samych organów, które zatwierdzają ich dopuszczenie do obrotu. Niestety, nadal tak jest.

Przemysł farmaceutyczny wolałby oczywiście prowadzić ten monitoring na własną odpowiedzialność jako „dobrowolną samoregulację”. Ze względu na rozluźnienie ochrony danych przez obecnego ministra zdrowia i z powodu jego ścisłej współpracy z przemysłem zajmującym się danymi oraz przemysłem farmaceutycznym i szczepionek, nie jesteśmy dalecy od tak wrogiego przejęcia zadań publicznych.

Strach przed chorobą jako pomocnik przy żniwach przemysłu Big Data

Duże firmy zajmujące się przetwarzaniem danych i tak zacierają ręce, bo dla nich „pandemia” nadeszła w odpowiednim momencie. Po kilku przysługach od ministra zdrowia w ubiegłym roku – cyfrowa karta szczepień, elektroniczna kartoteka pacjenta, rejestr implantów, przejęcie gematik (niemiecka organizacja odpowiedzialna za elektroniczną kartę zdrowia – przyp. tłumacza) itp. – teraz naprawdę trafiają w dziesiątkę z komunikatorami internetowymi, rejestracją badanych osób, raportami o kontaktach, mobilności i dyscyplinie higienicznej. Nawet objawy, które wystąpiły, będą w przyszłości gromadzone centralnie. Ponieważ jest to zbyt wiele dla administracji państwowej, duże firmy zajmujące się danymi nie tylko cieszą się z kontraktów rządowych, ale również mają w swoich komputerach nasze najbardziej intymne dane dotyczące zdrowia. Ochrona danych jest oczywiście zagwarantowana.

Powoli stajemy się więc przezroczystym społeczeństwem. Pod pretekstem badań medycznych czy monitoringu zdrowia, nasze dane zdrowotne są obecnie coraz pełniej zbierane od kołyski aż po grób. W przypadku Covid-19, rzekomo do oceny profilaktycznej oraz do badań i udoskonalania nowych szczepionek.

Ale czemu naszym zdrowiem interesują się takie firmy jak Google, Apple, Amazon, Microsoft, SAP, Avarto/Bertelsmann i inne? Potrzebują naszych danych jako „złota przyszłości” dla swoich przedsiębiorstw, ponieważ przede wszystkim nie muszą one służyć nam, ale swoim udziałowcom. Chociaż są to uzasadnione interesy własne, nie jest uzasadnione, aby lobbysta w urzędzie ministerialnym nadużywał swojego urzędu publicznego, aby karmić gospodarkę naszymi danymi na temat zdrowia poprzez pośpieszne przepisy dotyczące danych i dekrety nadzwyczajne. Co on z tego ma? Czy można to zbadać? Korupcja i nadużywanie urzędów były dotychczas ścigane w Niemczech.

Nie ma dobrej terapii bez klarownej diagnozy

Najlepszym sposobem na stwierdzenie, czy coś jest niebezpieczne, jest przyjrzenie się szkodom, jakie powoduje. Należy to odpowiednio wcześnie rozpoznać i dokładnie, systematycznie i perspektywicznie obserwować. Na przykład poprzez próbki, jak to sugeruje RKI lub lekarz naczelny z Bawarii i inni. Coraz częściej lekarze z klinik w kilku krajach związkowych wychodzą z ukrycia i pytają o rzekomo tak wielu chorych pacjentów Covid-19. Nikt nie ma wątpliwości, że w tym roku są pacjenci z chorobami układu oddechowego, nawet z nowymi wirusami i z ciężkimi przebiegami. I że test PCR może być na nie również pozytywny. Tyle tylko, że mamy masy chorych ludzi, którzy przepełniają szpitalne łóżka z powodu nowego koronawirusa, co jest oczywiście kłamliwe. Otrzymałem też właśnie e-mail o oburzającej treści, dotyczący sytuacji na oddziałach ambulatoryjnych lekarzy związanych z kasami chorych: „Na początku nie mieliśmy ani centa na badania, a wielu kolegów – prawie wszyscy w naszym regionie – prawie wcale nie badało. Teraz otrzymujemy więcej pieniędzy za test – czas trwania: 1 minuta – dla zdrowej osoby (15 Euro) niż za kompletne badanie ultrasonograficzne brzucha w przypadku ostrego brzucha (15 minut za 12 Euro). Dlatego teraz nagle wszędzie testują.” Tu też można zobaczyć: wirusy nie są problemem.

Prawdziwą chorobą jest korupcja instytucjonalna

W mojej poprzedniej pracy jako lekarz, poseł do parlamentu i wolontariusz walczący z korupcją, udało mi się zebrać wystarczającą ilość przykładów oszustw naukowych na dużą skalę, fikcyjnych katastrof, kupionych analiz i weryfikacji faktów, tajnych strategii lobbingowych, operacji psychologicznych, astroturfingu (pozornie oddolne obywatelskie akcje lub inicjatywy – przyp. tłum.), zawodowych awanturników, prowokatorów lub zażartych nie merytorycznych dyskusji

związanych z wielkimi graczami w przemyśle rolnym, energetycznym, prywatnym przemyśle zbrojeniowym i bezpieczeństwa, ze świata mediów i oczywiście w szczególności z przemysłu farmaceutycznego i szczepionek. Ponieważ jednak zwykłe przekupstwo urzędników coraz częściej ustępuje miejsca prywatnemu przejmowaniu całych urzędów i instytucji publicznych, sprawa stała się prawnie bardzo skomplikowana. Potrzeba zarówno dużo pieniędzy na płatny lobbing i ustalanie agendy, jak również na prawników na obronę przeciw temuż.

Niektórzy mają tego dużo, a innych na to nie stać. To, czego obecnie doświadczamy, jest wynikiem spustoszonej społecznej równowagi. Nie pomaga to, gdy kilku miliarderów myśli, że może kupić/sprzedać zbawienie świata. Jakkolwiek takie zbawienie może wyglądać w umysłach samozwańczych filantropów, może ono jedynie prowadzić do przemocy i ucisku. Ile razy wierzyliśmy, że udało nam się przezwyciężyć te archaiczne wzorce autokratyczne poprzez prawa człowieka, demokrację i rządy prawa? Niestety, nadal nie ma szczepionki przeciwko korupcji.

Źródło: https://www.rubikon.news/artikel/die-wahre-seuche

Dr med. Wolfgang Wodarg, internista i pulmonolog, specjalista w zakresie higieny i medycyny środowiskowej,
a także zdrowia publicznego i medycyny społecznej. Po zakończeniu pracy klinicznej przez 13 lat pracował w charakterze internisty, w tym m.in. jako lekarz publiczny w Szlezwiku-Holsztynie, a jednocześnie wykładowca na
uniwersytetach i w szkołach wyższych oraz przewodniczący Komitetu Ekspertów ds. powiązanej z medycyną Ochrony Środowiska przy Izbie Lekarskiej Szlezwiku-Holsztynu. W 1991 roku otrzymał stypendium na Uniwersytecie Johna Hopkinsa w Baltimore w USA (epidemiologia). Jako członek niemieckiego Bundestagu w latach 1994–2009 był inicjatorem i rzecznikiem Komisji „Etyka i prawo współczesnej medycyny”, członkiem Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, gdzie przewodniczył Podkomisji ds. Zdrowia i wiceprzewodniczącym Komisji Kultury, Edukacji i Nauki. W 2009 roku zainicjował komisję śledczą w Strasburgu dotyczącą roli WHO w H1N1 (świńska grypa), gdzie po zakończeniu kadencji nadal pracował jako ekspert naukowy. Od 2011 roku pracuje jako niezależny wykładowca uniwersytecki, lekarz i naukowiec, a do 2020 roku był dobrowolnym członkiem zarządu i szefem Grupy ds. Zdrowia w Transparency International Germany.

2 grudnia 2020

Wywiad z Prof. dr med. Sucharitem Bhakdim, naukowcem i lekarzem, wybitnym specjalistą w dziedzinie mikrobiologii i epidemiologii chorób zakaźnych, który przez 22 lata był dyrektorem Instytutu Mikrobiologii Medycznej i Higieny na Uniwersytecie w Moguncji w Niemczech.

Autor kilkuset publikacji naukowych, jeden z najczęściej cytowanych naukowców w dziedzinie medycyny w Niemczech.

W latach 1990-2012 był redaktorem naczelnym czasopisma naukowego „Medical Microbiology and Immunology”. Prof. Sucharit Bhakdi otrzymał kilkanaście wyróżnień za swoją pracę naukową.

2 grudnia 2020

Na początku roku miało miejsce coś niespotykanego w naszej historii- praktycznie połowa krajów na świecie została zamknięta, a życie prawie stanęło za względu na rzekomo szalejącą pandemię. Została ona ogłoszona 11 marca po stwierdzeniu przez WHO 11 lutego istnienia choroby nazwanej COVID-19, powodowanej nowym wirusem SARS-cov2.

Celem poniższej analizy jest próba wskazania błędów/manipulacji powstałych przy raportowaniu danych o potwierdzonych „covidowych” przypadkach i zgonach, zebranych z trzech wybranych krajów objętych lockdownem tj. Polski, Zjednoczonego Królestwa, Niemiec oraz trzech krajów bez lockdown’u tj. Białorusi, Łotwy i Estonii. Wykazuje się również, że lockdown nie miał wpływu na spadek zachorowań i zgonów „covidowych”. Wspomina się także o micie wykładniczym, którym karmiono i karmi się nas od samego początku. Analiza dotyczy pierwszej fali pandemii.
(więcej…)

2 grudnia 2020

Problem manipulacji jest zapewne tak dawny, jak sama retoryka; jak sugeruje Bernd Wirkus[1], termin ten pojmujemy dwojako: „neutralnie” bądź „pejoratywnie”. W niniejszych rozważaniach interesuje mnie czysto techniczny sposób „robienia manipulacji”. Jednak bliższa analiza tych kwestii pozwala dostrzec, iż kwestia ta jest daleko starsza i sięga oczywiście retoryki greckiej. Zapewne właśnie te metody wywołały m.in. sprzeciw Sokratesa oraz Platona przeciw tego typu zabiegom, gdy zamiast rzetelnie orzekać o jakiejś sprawie, możemy ją przedstawić niejako z dwu punktów widzenia. Jest to, zdaniem Platona, wysoce naganne.

Jednak warto przyjrzeć się, w jaki sposób antyczni retorzy proponowali aby konkretna sprawę właśnie pokazać „z różnych punktów widzenia”, czyli jako manipulować tymi samymi faktami, aby przedstawić je, w zależności potrzeby, jako pozytywne bądź jako negatywne. Technikę tę opisuje w sposób niezwykle poglądowy m.in. Quintus Cornificius w traktacie Rhetorica ad Herennium, a także jak czynią to retorzy greccy m.in. Aelius Aristides.

Rozważania, jakie dalej przedstawię, mogą nam pomóc w zrozumieniu w jaki sposób demagodzy manipulują opinią publiczną. Jak się okaże techniki są dobrze opisane już w czasach antyku i w zasadzie niewiele się zmieniły od tamtych czasów. Poznanie tych technik może nam pozwolić znaleźć obronę przeciw  tym zabiegom; co więcej – demaskować takie zabiegi. Jako przykład sięgnę po przykłady z wypowiedzi medialnych dotyczących epidemii koronawirusa SARS CoV 19.

Powinniśmy pamiętać bowiem, iż i wykorzystując te techniki, i poddając się im wpadamy w pułapkę, jaką zastawił na nas Hermes. Tymczasem winniśmy postępować za wskazaniami Ateny, aby nie narazić się na gniew bogów.
Otwórz PDF


Profesor zwyczajny Jakub Z. Lichański, em., Uniwersytet Warszawski, specjalista w zakresie retoryki, historii kultury i literatury do końca XVIII w., także literatury powszechnej i popularnej, także problemów emigracji, cenzury w PRL, polskiej publicystyki XX i XXI wieku; wydał m.in.: Retoryka od średniowiecza do baroku (1992), Retoryka od renesansu do współczesności (2000), Retoryka w Polsce (2003) Retoryka: Historia – Teoria – Praktyka (2007); W poszukiwaniu najlepszej formy komunikacji, czyli dlaczego wciąż jest nam potrzebna retoryka (2017); Filologia – Filozofia – Retoryka. Wprowadzenie do badań (nie tylko) literatury popularnej (2017); Niepopularnie o popularnej. O narzędziach badania literatury (2018); Q. Cornificius, Rhetorica ad Herennium – tłumaczenie z komentarzem (2019); Retoryka i manipulacja, I-IV, wyd. J.Z. Lichański (2020); należy do grona autorów haseł w Historisches Wörterbuch der Rhetorik (1992-2012). Autor monografii Łukasza Górnickiego, Jana Parandowskiego, Hermanna Brocha, Johna Ronalda Reuela Tolkiena. Autor pierwszej monografii poematu „Niobe” K.I. Gałczyńskiego (2015). Ogłosił ponadto m.in. antologię staropolskich traktatów nt wojny morskiej Ramię króla na morzu (1984); jako współautor przygotował polskie wydanie R.E. Volkmann Retoryka Greków i Rzymian (1993, 1995); wstęp do katalogu zbiorów Col. SI z Braniewa przechowywanych  w Szwecji (2007);  redagował bądź współredagował tomy zbiorowe: Retoryka i literatura (1997); Między Oświeceniem i Romantyzmem: kultura polska około 1800 roku (1997); Nauczanie retoryki w teorii i praktyce (2003); Uwieść słowem czyli retoryka stosowana (2003); Maciej Kazimierz Sarbiewski i jego epoka. Próba syntezy (2006); A. Jakuboze, M.E. Pobieżyńska, M. Zaczek: Baśń, oralność, zagadka. Studia (2007); M. Grabowski: Spisek Michała Chrościńskiego. „Opisanie ciekawe gór Tatrów” jako pierwszy przewodnik tatrzański (2012); K. Dobrowolska, Budowniczy złotych mostów. Leśmian i retoryczna krytyka metafor (2014); także redaktor polskiego wydania W. Jost, W. Olmsted, Retoryka i krytyka retoryczna. Kompendium retoryczne (2012). Autor artykułów nt. retoryki i krytyki retorycznej, literatury staropolskiej, popularnej, kancjonałów, twórczości H. Brocha, S. Lema, C.S. Lewisa, J.R.R. Tolkiena, R.E. Volkmanna. Jest członkiem m.in. The International Society for the History of Rhetoric, , Polskiego Towarzystwa Filologicznego, Towarzystwa Przyjaciół Historii, Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, członek nadzwyczajny Towarzystwa Badań Biograficznych Who is Who (Wiedeń). Redaktor naczelny kwartalnika Forum Artis Rhetoricae.

 

www: https://pl.wikipedia.org/wiki/Jakub_Zdzis%C5%82aw_Licha%C5%84ski,

https://orcid.org/0000-0002-1943-5069;

email: zjlichan@uw.edu.pl